- No dobra... Przytulę cię.
- Mam w dupie przytulanie! Chcę Nutellę!
Bywa w życiu i tak, że człowieka nachodzi taka jesienna plucha nawet w najbardziej słoneczny dzień i nie da rady no! Świat staje się szary, mimo że za oknem tańczy tęcza w rytm Despacito nuconego przez ptaszki. Jednym słowem cały wszechświat mówi "uśmiechnij się do cholery", a na duszy i tak jest ciężko. Z różnych powodów. I nic z tym nie da się zrobić, bo każdego w końcu dopada ten dołek. A teraz jest typowa jesień, ostatnie parę miesięcy dało mi w kość, a do tego zapuściłam paznokcie i niepotrzebnie rozdrapałam stare rany, które zazwyczaj rozdrapuję o tej porze roku. To jak z alergią na pyłki. Psika się tylko w maju, a ja drapię od jesieni do końca zimy.
To jest coś czego nie życzy się nikomu. Bo człowiek ma to całe swoje szczęście, dba o te cuda, a mimo to zimny wiatr złego samopoczucia wraca co roku. Ale jak mawiają co cię nie zabije to cię wzmocni. I to jest prawda. Wydarzenia z przeszłości zbudowały mnie na nowo i nauczyły, że należy dostrzegać we wszystkim dobrą stronę. Dbać o cuda, które nam zesłano i cieszyć się każdą chwilą. I cieszę się. Jestem szczęśliwa, jednak wyrwanej części serca nic nie zastąpi i co roku o tej porze jest mi po prostu smutno. Nie da się wyrazić słowami jak boli wyobrażanie sobie, że w mieszkaniu brakuje głosiku jednej osóbki, jej śmiechu, tupotu w sumie już nie tak małych stópek. Co roku boli mnie fakt, że nawet nie mam pojęcia kim byłaby ta istotka.
I w zasadzie napisałam o tym pierwszy raz. Tak publicznie, tak wprost, najbardziej jak umiałam. Zdaję sobie sprawę, że ten problem spotyka w tych czasach praktycznie co drugą kobietę, a jak nie to jedną nawet po kilka razy i naprawdę wiem, że o tym się mówi, jednak nikt nie zrozumie jakie to trudne... Szczególnie dla mnie. Dlatego doceniam jakie szczęście spotkało mnie kilka lat później. Mimo to nie mogę się pozbierać i płaczę, dużo płaczę, choć nie chcę. Zwłaszcza przy dzieciach, dlatego każdego dnia trzeba być. Dla nich i dla innych bliskich.
Ten post miał być rodzajem śmiesznego poradnika, jednak zdałam sobie sprawę, że to wcale nie poprawi mi humoru. Notka miała wyglądać inaczej. Miała być kolejnym przyklejonym uśmiechem. Udawaniem. Dzisiaj jednak zdałam sobie sprawę, że nie jestem sama. I choć może nie każdego spotkało to co mnie to każdemu zdarza się wstać lewą nogą, dlatego opublikuję to co zamierzałam najpierw dodać na bloga.
Jak przetrwać naprawdę zły dzień
1. Zjedz Nutellę, bo głodna kobieta to zła kobieta!
W sumie komu (kto umie) gotowanie nie poprawia humoru? Znajdź jakiś fajny przepis w Internecie, wyjdź z mieszkania, zrób zakupy (świeże powietrze, sklepy, inne bodźce niż samotnia w czterech ścianach) i ugotuj coś. Miej satysfakcję z prawie idealnego dania. Albo i idealnego jak ugotujesz z sercem. Poza tym jeżeli z kimś mieszkasz i nie zjesz jak dzikus całego obiadu to możesz się podzielić. A komplementy na temat twojego dzieła poprawią humor bardziej niż zjedzenie wszystkiego samemu.
2. Wydaj cudze pieniądze.
A tak serio robienie zakupów i kupowanie tego co się lubi z pewnością poprawia humor i odciąga od nieprzyjemnych myśli. Polecam Aliexpress. Zrobisz sobie przyjemność teraz i za parę tygodni jak paczka w końcu dojdzie. Ja osobiście z Ali zamawiam już wszystko. Poszewki, przyrządy kreślarskie, gadżety, garnki, torby i zabawki. Trochę boję się kupować ubrań, jednak buty już zamawiałam i z rozmiarem nie było żadnego problemu.
3. Obejrzyj ulubiony serial.
Albo cztery ulubione seriale. Najlepiej takie co mają po osiem sezonów. Albo i więcej. Zawsze możesz wybrać jakiś film, który jest trylogią, albo sagą. Star Wars? Władca pierścieni? Nawet Szybcy i wściekli, dopóki będziesz sobie powtarzać, że Paul Walker żyje i nie rozpłaczesz się zdając sobie sprawę, że praktycznie z każdego twojego ulubionego filmu ktoś odszedł. Wtedy zapchaj się Nutellą i oglądaj dalej.
4. Chlapnij sobie.
Czyli zrób swoją ulubioną herbatkę, kawkę, kakao albo drinka. Z ostatnim nie przesadzaj. Po fazie radości zawsze przychodzi faza zdwojonej samotności i smutku. Przynajmniej u samic. Usiądź przy kaloryferze, weź kocyk, okulary i książkę. A potem czytaj, aż nie poryczysz się na jakimś rozdziale, albo nie rzucisz tomidłem w kąt, bo jakaś scena cię rozjuszy tylko po to, żeby niczym syn marnotrawny wrócić z zaciekawieniem do lektury.
5. Pośpiewaj.
Zrób karaoke. Weź lakier do włosów, odpal gotowy program karaoke albo znajdź coś na YT i działaj. Zawsze możesz też zaciągnąć kogoś, żeby ci akompaniował. Choć piosenka już stara i pierwotnie nie była na moim profilu to i tak powielam ją śpiewając sama z sobą.
6. Lisia moc pozytywnego myślenia.
7. Napisz śmieszną notkę.
Może właśnie ty poprawisz komuś humor. Bo pomaganie to największa przyjemność. Sprawianie, że ktoś się uśmiecha. Dlatego mam nadzieję, że czytając ten wpis choć raz kącik ust uniósł się ku górze... A jeśli nie lubisz pisać... Postaw komuś kawę, przytul, pośpiewaj z kimś, po prostu bądź. I ja z tobą będę jeśli będziesz mieć gorszy dzień :)
Całusy, Nat.






